****
Wystarczy spojrzeć na okładkę: tak charakterystyczne malowidło Rogera Deana może ilustrować jedynie muzyczny świat zespołu Yes. I tak jest w istocie - Tales From Yesterday to spotkanie z tą muzyką, choć podaną trochę inaczej.
Cieszy, że w całym tym przedsięwzięciu obok muzyków, którzy z Yes mają niewiele wspólnego, wzięli udział dawni (Banks i Moraz), bądź obecni (Howe) członkowie tego zespołu. Jak ważne było, by pojawili się w studiu, słychać choćby w gitarowej kadencji na zakończenie Roundabout, zagranej przez Steve'a Howe'a. A jeśli już jesteśmy przy Roundabout, to Robert Berry - był kiedyś z Keithem Emersonem i Carlem Palmerem w hybrydzie, która wyłoniła się z ELP, Three - całkiem nieźle poradził sobie w tym nagraniu. Potrafił odcisnąć na niezwykłej kompozycji spółki Anderson/Squire własne piętno. Nie można tego powiedzieć o Stanleyu Snailu: jego wersja Siberian Khatru jest tylko słabą imitację pierwowzoru Yes. Tak samo jak Release, Release w wykonaniu Shadow Gallery i słynne miniatury Howe'a, Mood For A Day, The Clap, zagrane biegle - ale nic więcej - przez Steve'a Morse'a, gitarzystę Deep Purple.
Trudno przecież mierzyć się z interpretacjami Andersona, Wakemana, Howe'a i innych. Trudno nawet o tym marzyć. Można coś jedynie zmienić. Można coś po prostu dać od siebie. Udanie zrobił to Magellan w Don't Kill The Whale. To niemal zupełnie inny utwór. Ostrzejszy. Kto wie czy nie ciekawszy. Urzeka delikatna, rozmarzona wersja Tum Of The Century, zaśpiewana przez Annie Haslam (kiedyś wokalistkę Renaissance) z gitarowym akompaniamentem Steve'a Howe'a. Może się podobać również wersja Starship Trooper w wykonaniu Jeronimo Road, głównie za sprawą Damiana Wilsona, który na szczęście nie próbuje udawać, że jest Jonem Andersonem. Wiele dzieje się też w syntezatorowym solu - zagrał je Adam Wakeman, syn Ricka. l jeszcze dwa utwory. Oba instrumentalne. Dla mnie, prawdziwe perły tego albumu...
Najpierw Soon w prawdziwie natchnionej, fortepianowej wersji Patricka Moraza. Patos łączy się tu z delikatnością, a piękna kantylena z dość swobodnym, niemal jazzowym graniem. Potem Astral Traveller, schowany przez lata na Time And A Word, drugiej płycie Yes. Na Tales From Yesterday przemienił się w instrumentalną, głównie gitarową kompozycję. A na gitarze zagrał Peter Banks i zrobił to naprawdę świetnie. Z wielkim polotem, z wielką wyobraźnią...
GRZESIEK KSZCZOTEK