Ostatnia z "klasycznych" płyt Yes. Niektórzy ludzie, mieniący się "prawdziwymi" fanami nie akceptują już niczego, co powstało później. Tym razem są same piosenki, miłe dla ucha i przyjemnie łechczące wrażliwość artystyczną. Na uwagę zasługują liryczny "Circus Of Heaven", czadowy "Release, Release" i pokręcony muzycznie i tekstowo "Arriving UFO".
![[Tylna okładka Tormato]](images/tormato_back.jpg) Każdy z muzyków patrzy w inną stronę... Czy już wtedy spodziewali się rozstania? |
Jest też oryginalny protest-song "Don't Kill The Whale", w którego tekście Anderson po raz pierwszy od dawna zszedł z nieba na ziemię. Wprawdzie śpiewanie na temat ochrony wielorybów wywołuje uśmieszek na twarzach Floydowców, którzy wówczas zachwycać się mieli "Ścianą", ale większość fanów wolała to niż "niebiańską" filozofię Andersona, wyłożoną dobitnie w "Circus Of Heaven". Ten ostatni kawałek wywołuje wiele emocji. Przez niektórych jest on przedstawiany jako przykład na to jak nie robić lirycznych utworów, a jego tekst ma być przykładem kompletnego idiotyzmu wokalisty. Takie opinie spotykałem nawet u zagorzałych fanów Yes. Mnie osobiście kawałek się bardzo podoba i nie mam specjalnych zastrzeżeń do tekstu. Sam Anderson przy pracy nad kolejną po "Tormato" płytą miał się upierać przy tworzeniu piosenek podobnych tekstowo i dźwiękowo. Koledzy nie podzielali jego poglądu - śpiewanie o takich rzeczach wyraźnie ich irytowało. Finał był taki, że znaleźli sobie innego wokalistę...