Fakty -   Ludzie -   Dzieła -   Opinie -   Fanclub -   Serwis
 
 
YESOMANIA > OPINIE > RECENZJE
Dane o tej płycie

Robert: Highlights

Robert Drózd


Uff, jeszcze jedna składanka... Tym razem mamy tutaj wybór najbardziej znanych piosenek zespołu, brakuje jedynie czegoś z "Close..." (ale co stamtąd wybrać !). Ponieważ poza singlową wersją "Soon" nie ma żadnych innych "rarytasów", składankę tą polecić należy głównie ludziom, którzy nie znają jeszcze żadnych dokonań Yes. Przynajmniej w moim przypadku utwory tutaj zawarte stanowiły doskonałe wprowadzenie do zaczarowanego świata tej muzyki. Poniżej jest moja recenzja, którą jakiś czas temu opublikowałem w nieistniejącym już serwisie ProRock - Centrum Muzyki Ambitnej.


Zespół Yes poznałem przypadkiem przed pięciu laty. W pewnej rozgłośni radiowej pomylono kasety z nagranym programem i zamiast Talking Heads puszczona została ilustrowana muzycznie historia Yes'ów. Na początku chciałem sobie odpuścić sprawę, uśmiechnąwszy się - jaka to głupia nazwa dla grupy rockowej, ale ostatecznie audycję nagrałem. Po pierwszym przesłuchaniu kasety muzyka ta zawładnęła mną i w swoich objęciach trzyma do dziś.

Dlaczego o tym wspomniałem? Otóż składanka "Highlights - the Very Best of Yes", którą zamierzam tu przedstawić zawiera dokładnie te same utwory, które powaliły mnie wtedy, w czerwcu 1994 roku. Jest ona zatem doskonałą rekomendacją dla ludzi, którzy nie mieli jeszcze okazji usłyszeć nagrań tego zespołu. Mamy tu przekrój przez karierę Yes od wczesnych lat 70, do końca lat 80. Grupa ta w historii rocka stanowi zjawisko wyjątkowe. W swojej twórczości potrafiła połączyć artystyczne ambicje i przystępność muzyki. "Highlights" jest tego doskonałym przykładem.

Już sam początek podrywa na nogi - dudniący bas Survival wspomagany przez dynamiczną perkusję i śpiewne organy wprowadza specyficzny nastrój. Po minucie wchodzą pojedyncze akordy gitary i wreszcie śpiew Jona Andersona. Wokalista Yes znany jest ze specyficznego, wysokiego głosu, czego na razie nieśmiałą próbę daje w tym kawałku. "Survival" powoduje, że zapominamy o otaczającym nas świecie i zanurzamy się w czarujący świat tej muzyki. Nie uwolnimy się od niej przez ponad godzinę - tyle trwa płyta.

Don't doubt the fact there's life within you.
Yesterday's endings will tomorrow life give you.
All that dies dies for a reason:
To put its strength into the seasons.

Time And A Word zadziwia nas świeżością. Zachęca do aktywnego życia, dodaje energii. Kiedyś w jednej z recenzji napisałem, że utwór jest formą "nadziei muzycznej". Śpiew Andersona wspomaganego przez gitarę akustyczną, a w refrenie przez orkiestrę jest czysty, spokojny, pozbawiony agresji, a jednak dający siłę.
Starship Trooper - to już dłuższa wyprawa w świat Yes. O ile poprzednie utwory miały po kilka minut, ten ma prawie 10. Właściwie każdy opis tej muzyki byłby ubogi - w "Starship Trooper" widać niesamowitą precyzję wykonawczą i co najciekawsze - prowadzenie kilku niezależnych wątków muzycznych przez poszczególnych instrumentalistów. To co w przypadku wielu zespołów art-rockowych powoduje chaos, tutaj splata się w idealną harmonię. Nie ma miejsca na nudę - przeciwnie, wysłuchując wielokrotnie ten utwór zawsze znajdziemy coś nowego... Tekst śpiewany przez Andersona jest już inny - nie traktuje o jakiś sprawach przyziemnych - w poetycki sposób opisuje podróż autora po krainie fantazji. Zwyczajnie. Kosmos.
I've Seen All Good People - kolejna "nadzieja muzyczna" :-) Życie staje się prostsze, gdy się tego słucha. W tle słyszymy taką niesamowitą liczbę instrumentów, że może się zawrócić w głowie. Raz (chyba kościelne) organy, potem prawie że country, wreszcie miły chórek w refrenie... Do tego w pewnym miejscu mamy wsamplowane "Give Peace A Chance" Johna Lennona.
Roundabout - zaczyna się wirtuozerskim popisem gitary 12-strunowej. Potem wchodzi rozrywający wnętrzności bas i wokal. Cały utwór jest mocno zrytmizowany. Chwilowe złagodzenia tempa służą jedynie do nabrania oddechu. Jeśli ktoś sądzi, że rock progresywny to tylko smutne zawodzenie, niech posłucha tego, a wszystkie płyty Slayera wyrzuci na śmietnik (aj, nie bijcie, ja tylko żartowałem - bardzo lubię Slayera...)
Long Distance Runaround - klasyka. Cholera, nie chce mi się znowu powtarzać, jakie to jest doskonałe, jest i basta!
The Fish (Schindleria Praematurus) - Fish to przydomek basisty Yes, Chrisa Squire. Mamy tu jego instrumentalny popis, odegrany w stylu tysiąca dźwięków na sekundę.
Soon - tego się (ponownie) nie daje opisać. Najliryczniejszy kawałek świata, w oryginale jest tylko częścią suity "Gates of Delirium". Tutaj błyszczy samodzielnie. Po prostu czyste, wydestylowane piękno. Trudno wprost uwierzyć, że takie nagranie mogło powstać. Sięga w głąb duszy i wyciąga z niej cały ból, o kurcze, jaki poeta ze mnie :-) Wokalny popis Andersona kończy kaskada klawiszowych słodkości, które zostały chamsko zerżnięte przez Pink Floyd w utworze "High Hopes"
Wonderous Stories - największy przebój w historii Yes, liryczna ballada skryta w akustycznym brzmieniu gitary, z tradycyjnie skomplikowanym tłem dźwiękowym.
Going for the One - no to skaczemy! Nie, nie ze spadochronem, ale do góry. Utwór zawiera taką niesamowitą porcję energii, że jest to jedyne wyjście. Na siedząco się tego nie da słuchać w żaden sposób.
Owner of a Lonely Heart - zdziwienie? Prosty, zdecydowany riff na początku, ostra gitara, mechaniczne brzmienie. Ale kto powiedział, że Yes nie może zmieniać swojej muzyki? "Owner..." było jednym z większych hitów lat osiemdziesiątych.
Leave It - Ponownie kanciaste riffy, solówki, zniekształcony wokal. Intrygujące, czego ci ludzie nie potrafią wymyślić...
Rhythm of Love - Żegnamy się już z płytą. Przebojowe brzmienie, które słyszymy w tym kawałku, razi trochę "ortodoksyjnych" fanów, ale jest kanwą do ostatniego już powalenia słuchacza mnogością pomysłów.

Na co więc jeszcze czekacie? :-) Dodatkową zachętą do zdobycia tej płyty jest fakt, że w wielu sklepach można ją dostać po promocyjnej cenie...

To na tyle, dzięki za uwagę :-))))


Na Yesomanii od 12 lipca 1999.

   POWIĄZANE:
Do góry strony Poprzednia strona (c) 1998-2003 Yesomaniacy. Koordynator serwisu: Robert Drózd