Płyta nagrana przez muzyków znanych z Yes lat 70 . Oczywiście zespół, który to stworzył powinien nosić nazwę Yes. Jednakże w owym czasie prawo do nazwy miał Chris Squire, który tu nie występuje. Jest to zupełnie co innego od tego co znamy z lat 80. Nic dziwnego, skoro poza Andersonem nie ma tu innych "Cyferkowców". Album jest dla mnie bezpośrednią kontynuacją "Tormato", z tym, że z oczywistych względów zabrakło mocnego basu, nad czym jednak specjalnie nie ubolewam. Wyżywa się za to gitarzysta i klawiszowiec. Kilka utworów powstało przy pomocy Vangelisa, stąd czasami sporo cukierkowych brzmień i pogłosów. Co ciekawe, na płycie nie ma żadnych powalających utworów (no może dynamiczne fragmenty "Brother Of Mine", albo przesycone latynoską atmosferą "Teakbosis"), ale jako całość "ABWH" prezentuje się nadzwyczaj dobrze.