Fakty -   Ludzie -   Dzieła -   Opinie -   Fanclub -   Serwis
 
 
YESOMANIA > OPINIE > RECENZJE
Dane o tej płycie

Non Stop: Big Generator

Jan Skaradziński
Non Stop 12/1987


Do tworzenia niniejszej recenzji chciałem zasiąść tuż po wybrzmieniu ostatnich taktów ostatniego utworu. Chciałem wyżalić się na świat, miała powstać skarga. Pomyślałem jednak: "Stary, łeb pod kran. Daj sobie i płycie trochę czasu". Pomogło.

Długo zapowiadany LP "Big Generator" nie mógł nie być kontynuacją sławnych "Cyferek" (ogólne koncepcje, brzmienie, charakter tekstów). Utwierdzają w tym zwłaszcza ekspresyjne "Rhythm Of Love" i utwór tytułowy (ten ostatni jest czasem nachalny). Nie są to jednak w żadnym razie przeboje na miarę "Owner Of A Lonely Heart", a ich istota sprowadza się do łupania w instrumenty i co jakiś czas tubalnego wykrzykiwania nazw piosenek. Przesada? Chyba tylko trochę. W każdym razie nie do twarzy Yes (a zwłaszcza jego głównemu wokaliście) w takiej formie. Na szczęście zaraz potem kończy się jakby ewidentna formy nad treścią i słychać godną tej supergrupy muzykę. "Shoot High Aim Low"!

Jest myślenie, jest podniosły, może nawet bliski patosu (ale cudnego patosu) nastrój. Można "odjechać"... Kaye wreszcie stara się grać "po bożemu", Rabin kłania się Lucii i jemu podobnym. Szkoda tylko, że temat ten jakoś się nie rozwinął. Później "Almost Like Love". Fantastyczny, urokliwy, charakterystyczny dla Andersona motyw z canto zostaje zasypany tempem właściwym dla starającego się nadrobić opóźnienie pociągu pośpiesznego, waleniem w perkusję (mimo wszystko White to dla mnie cichy bohater krążka) i nikomu nie potrzebnymi solówkami. Dlaczego nie wyeksponowano głównego atutu tej kompozycji? Idiotyzm! Smutki precz (?), bo zaczyna się druga strona. "Love Will Find A Way" - cóż, można i tak, jednak troszkę szkoda miejsca. Ale dalej - przecieram uszy - Yes z pewnym powodzeniem próbuje grać jak prawdziwy Yes. Tyle tylko, że w "Final Eyes" i "I'm Running" brakuje kompozytorskiej głębi. Na zakończenie "Holy Lamb" w typowej dla Andersona stylistyce. Niezłe na gwiazdkę, jeszcze lepsze na Wielkanoc.

Nie chcę powiedzieć, że "Big Generator" to słaby album. Słucha się go z n a k o m i c i e (ja sam mniej więcej dwa razy dziennie od prawie trzech tygodni), ale grupie Yes poprzeczkę trzeba zawiesić bardzo, bardzo wysoko; nawet wyżej od ostatniego piętra Empire State Building. Bo Yes to Yes, i kropka. Doceniając to, że zespół musi walczyć o nową formułę i masowo sprzedawać płyty, widzę następujące przyczyny faktu, iż od pewnego czasu zaprzestał on grania najlepszej muzyki na świecie:

  1. Jego członkom wyczerpała się inwencja w komponowaniu p e r e ł, które to świeciły na wszystkich, wyjąwszy dwa pierwsze, albumach z herbem Yes. "The Yes Album"? - "Yours Is No Disgrace". "Drama"? - "Machine Messiah". "90125"?- "Hearts"). Nawet "Shoot High Aim Low", najlepsze na "Big Generator", za najświetniejszych lat orkiestry służyłoby tylko np. jako wstęp do dzieł typu "And You And I" czy "Tales...", nie mówiąc już o "Awaken".
  2. Yes musi mieć znakomitego keyboardzistę, tymczasem Kaye jest ledwie poprawny. Rick W., where are you?
  3. Rabin, który stał się czołową postacią zespołu, ma dobry głos, ale niech nie śpiewa, bo muzyce Yes odbiera to sporo głębi i swoistego uroku. Drugim wokalistą powinien być Squire.

MIMO WSZYSTKO JAK DOBRZE, ŻE YES JEST CIĄGLE Z NAMI.

PS. A b s o l u t n i e nie zgadzam się z opinią cenionego przeze mnie Jerzego Janiszewskiego. To nieprawda, że "Big Generator" odwołuje się do "Close To The Edge".

Recenzję nadesłał Zbyszek Marcinkowski.




Na Yesomanii od 8 października 2000.

   POWIĄZANE:

Dane o tej płycie

Deyesyfikacja - Big Generator
Autor: Krzysztof Celiński (Tylko Rock 5/93 - wkładka nt. Yes)
Dodane: 12 lipca 1999.

Antykanon: Niemoc - Big Generator
Autor: Krzysztof Celiński (Tylko Rock 3/92)
Dodane: 12 lipca 1999.

Robert: Big Generator
Autor: Robert Drózd
Dodane: 13 grudnia 1998.

Do góry strony Poprzednia strona (c) 1998-2003 Yesomaniacy. Koordynator serwisu: Robert Drózd