Fakty -   Ludzie -   Dzieła -   Opinie -   Fanclub -   Serwis
 
 
YESOMANIA > OPINIE > RECENZJE
Dane o tej płycie

The Ladder - recenzja z Metal Hammera

Artur Chachłowski
Metal Hammer 1/2000


Do sklepów trafił właśnie nowy album jednego z najsłynniejszych zespołów spod znaku progresywnego rocka. Stało się to dokładnie w 30. rocznicę płytowego debiutu grupy Yes. Nie sposób zapomnieć o tym fakcie omawiając wydawnictwo zatytułowane "The Ladder". Dodatkowym elementem, tak przecież istotnym w tej całej historii, jest to, że nowe dzieło Yes ukazało się tuż po dwóch bardzo różniących się od siebie albumach. Dwie części "Keys To Ascension" (1996 i 1997) oraz "Open Your Eyes" (1998) to płyty zdecydowanie różniące się od siebie. Album "The Ladder", w kontekście tamtych wydawnictw, z jednej strony zajmuje miejsce szczególne, a z drugiej z powodzeniem łączy ich najlepsze cechy. Nawet najbardziej oddani sympatycy grupy Yes nie będą chyba w stanie zrozumieć przyczyn, dla których kolejne, wydawane średnio co dwa lata, płyty tego zespołu, różni aż tak wiele. Na płycie "Open Your Eyes" zdecydowanie skierował się ku obszarom bliższym komercji, zamieszczając na niej jedenaście, ogólnie rzecz biorąc średnio udanych piosenek. Działo się to kilkanaście miesięcy po bardzo dobrze przyjętych albumach "Keys To Ascension", które w swoich studyjnych częściach zawierały intrygujące kompozycje, bardzo często osadzone w klimacie lat 70. Przecież wtedy to właśnie Yes i inni podobni mu wykonawcy święcili swe największe triumfy kreując, a następnie wynosząc na wyżyny popularności, zjawisko do dziś określane mianem symfonicznego rocka. Ponad 30 milionów sprzedanych płyt, 7 albumów okraszonych platyną, 5 - złotem, z czego co najmniej kilka na zawsze przeszło do historii muzyki rozrywkowej.

Przykładów, świadczących o wielkości i sławie grupy Yes można by przytaczać bez końca. Co zatem stoi za sukcesem muzycznego fenomenu, któremu na imię Yes? Myślę, że przede wszystkim wielka muzyczna osobowość wszystkich i każdego z osobna członków zespołu. Najpoważniejszym atutem i wyróżnikiem grupy był zawsze charakterystyczny głos Jona Andersena. Na basie gra słynący z inteligentnych, acz często karkołomnych "łamańców", Chris Squire. Na perkusji - Alan White, który przed laty na trwale zapisał się na łamach historii rocka uczestnictwem w sesji nagraniowej albumu "Imagine" Johna Lennona. Na gitarach mistrz zarówno akustycznych, jak i ostrych klimatów Steve Howe. A oprócz nich przez zespól przewinęły się w ciągu minionych 30 lat takie sławy jak Rick Wakeman, Bill Bruford, Patrick Moraz, Peter Banks, Tony Kaye, Geoff Downes, Trevor Horn, Trevor Rabin oraz dwie nowe postacie: gitarzysta Billy Sherwood (kiedyś w amerykańskiej formacji World Trade) oraz rosyjski wirtuoz klawiatury Igor Khoroszew. Odegrali oni ważną rolę w zespole, który przechodził różne koleje losu, nie wyłączając kilku spektakularnych secesji. Któż nie pamięta swoistego rozłamu w zespole powstałego paradoksalnie tuż po największym komercyjnym sukcesie albumu "90125"? W jego efekcie mieliśmy równoległą działalność dwóch składów Yes, z którego jeden musiał ukryć się pod przydługą nazwą Andersen Bruford Wakeman Howe. I kolejny paradoks: szczęśliwy finał tych animozji zakończony spektakularnym podaniem sobie rąk na albumie "Union" (1991), który zrealizowany został aż przez ośmioosobowy skład grupy Yes, a okazał się totalną klapą artystyczną i wielkim komercyjnym niewypałem. Któż nie pamięta głoszonego wszem i wobec artystycznego końca zespołu, po wydanym w 1978 roku albumie "Tormato"?

No, ale bez tych wszystkich zawirowań nie mielibyśmy okazji wspólnie wspinać się po drabinie poszczególnych kompozycji wypełniających album "The Ladder". Płyta ta z pewnością zadowoli licznych fanów zespołu, a przecież w trakcie jej realizacji nie brakło wielu dramatycznych momentów. Producent albumu Bruce Fairbarn, którego ogromną rolę włożoną w nadanie ostatecznego kształtu większości utworów, głośno podkreślają wszyscy członkowie zespołu, zmarł tuż przed zakończeniem prac nad albumem. Kilka miesięcy wcześniej, w trakcie odbierania przez zespól Yes nagrody Gold Award w Hard Rock Cafe w Nowym Jorku Chris Squire mówił: "Nigdy nie czułem się liderem zespołu, ale działam w Yes bez przerwy od samego początku. Jona Andersena brakło tylko na jednej płycie, a Alan White jest z nami od 1972 roku. I myślę, że wyrażam naszą wspólną opinię twierdząc, że w nawet w najśmielszych oczekiwaniach nie przypuszczaliśmy że Yes może przetrwać tyle długich i ciężkich lat. Na początku wydawało się nam, że będziemy szczęśliwi, gdy całe przedsięwzięcie przetrwa jakieś 5-6 lat. Ale kto by przypuszczał, że nagle tych lat zrobi się aż 30?!" Gitarzysta Steve Howe w wywiadzie dla miesięcznika Wonderous Stories dodaje: "Dlatego z ogromnym entuzjazmem rozpoczęliśmy pracę nad nowym albumem. Do studia Armoury w kanadyjskim Vancouver weszliśmy 1 lutego i od razu poczuliśmy, że współpraca z Brucem Fairbarnem układać się będzie wspaniale. Pomógł on nam w wypracowaniu własnego sposobu aranżowania i komponowania, tak, że nie ma na naszej nowej płycie piosenek Jona, moich czy Chrisa. Wszystkie kompozycje są wynikiem wspólnych przemyśleń i każdy z nas wniósł w poszczególne utwory coś od siebie. Zupełnie inaczej wyglądało to w przypadku naszej poprzedniej płyty i nie dziwią mnie teraz komentarze, mówiące, że na albumie "Open Your Eyes" pociąg z tabliczką Yes wykoleił się. Jestem przekonany, że nasi starzy i oddani sympatycy ucieszą się słuchając nowych nagrań, gdyż znowu malujemy obrazy dużego formatu i mamy nadzieję, że album "The Ladder" naprawdę okaże się godnym uwagi dziełem". I rzeczywiście, słuchając płyty "The Ladder" czujemy, że "pociąg z tabliczką Yes", o którym mówił Steve, znów pędzi po odpowiednich torach.

Wbrew tytułowi płyty nie wspinamy się tu szczebel po szczeblu tytułowej drabiny, a napięcie wcale nie rośnie w sposób systematyczny. Konstrukcja albumu przypomina nie drabinę, a raczej literę W z trzema fenomenalnymi punktami kulminacyjnymi na początku, w środku i na końcu płyty. Rozpoczyna się ona od 9 minutowego utworu "Homeworld", który jest zarazem tematem przewodnim gry komputerowej o tym samym tytule, wydanej przez Sierra Games. Utwór to ze wszech miar klasyczny, w którym zespół gra jak natchniony. Słuchając tej nowocześnie zagranej, aczkolwiek głęboko osadzonej w stylistyce lat 70. muzyki, z łatwością wyobrażamy sobie komputerowy świat wirtualnej rzeczywistości i pewnej zaginionej cywilizacji szukającej własnych korzeni. Taki jest scenariusz tej gry, o tym opowiadają piękne i mądre słowa Jona Andersena. Tuż po otwierającym płytę utworze mamy prześlicznej urody piosenkę "It Will Be A Good Day". Radzę każdemu, by każdy kolejny dzień rozpoczął od słuchania tego właśnie utworu. Wtedy zapewne każdy dzień będzie dniem dobrym i udanym. Po tych dwóch pierwszych, tak bardzo zgrabnych nagraniach wydaje się, że być może mamy do czynienia z murowanym kandydatem do miana płyty roku. Ale, niestety, w przeciwieństwie do "hitchcockowskiej" receptury napięcie zaczyna zaraz zdecydowanie opadać. Ani wybrany na singiel utwór "Lightning Strikes", ani połączone ze sobą miniaturowy "Can I?" oraz roztańczony "Face to Face" nie robią wielkiego wrażenia. Na szczęście zaraz po nich następuje nagranie, które niemal zwala z nóg: "If Only You Knew". Przepiękne melodie sąsiadują tu ze wspaniałymi wokalnymi harmoniami Andersena tworząc w efekcie niepowtarzalną, krystalicznie czystą przestrzeń wypełnioną rozmachem charakterystycznym dla muzyki Yes. Zadziwiające, że nawet łatwo wpadający w ucho refren, dodający całości z lekka komercyjny, przyjazny dla rozgłośni radiowych akcent nie razi tu ani na moment. "If Only You Knew" powinien stać się prawdziwym przebojem. Bo to z pewnością jeden ż najładniejszych utworów, które w 1999 roku pojawiły się na płytach. Zaraz po tej, drugiej już na albumie "The Ladder", kulminacji następują trzy utwory, z których jakby całkowicie uszło powietrze. Ani "To Be Alive", ani "Finally", ani "The Messenger" nie pozostawiają po sobie większego wrażenia. Aż wreszcie następuje ostatni kwadrans muzycznej zawartości najnowszej płyty grupy Yes. l znów czujemy, że zespól w takich właśnie klimatach czuje się najlepiej. Bowiem blisko 10 minutowa kompozycja "New Language" oraz wspaniale wyłaniające się z niej delikatne nagranie "Nine Voices (Longwalker)" pełne są tego, z czego zespół słynie już od 30 lat. Mamy tu wspaniale instrumentalne popisy, ładne linie melodyczne, powolne stopniowanie napięcia i królujący nad wszystkim charakterystyczny, szlachetny głos Jona Andersona. To finał godny najwspanialszych płyt wszechczasów. A w przypadku dokonań grupy Yes porównywalny z zakończeniem albumu "90125", czyli niezapomnianej kompozycji "Hearts".

Gdzie zatem na liście trzydziestoletnich dokonań zespołu wyląduje najnowszy album grupy Yes? Z pewnością znacznie wyżej niż niezbyt lubiane przez fanów albumy "Union", "Talk", czy "Open Your Eyes". Z dużą dozą prawdopodobieństwa można stwierdzić, że nie trafi on jednak do ścisłej czołówki największych osiągnięć zespołu. Ale moim zdaniem album "The Ladder" stanowi pomost łączący niedobre dla takiej muzyki lata 90. z korzeniami gatunku tkwiącymi we wczesnych latach 70. Używając nowych środków wyrazu oraz nowoczesnej techniki realizacji nagrań zespół Yes tchnął nowego ducha w nieco skostniałe i sztywne ramy symfoniczno-progresywnych schematów. A, że dzięki poszczególnym instrumentalistom dzieje się to na najwyższym poziomie technicznym i artystycznym, nie pozostaje nic innego, jak wspiąć się wysoko po szczeblach yesowskiej drabiny i odbyć spotkanie z prawdziwie piękną muzyką z naprawdę dużym znakiem jakości.


Powyższa recenzja pochodzi z pisma "Metal Hammer" nr. 1/2000. Za podesłanie jej dziękuję Adamowi Leszczyńskiemu.




Na Yesomanii od 3 stycznia 2000.

   POWIĄZANE:

Dane o tej płycie

Jazzcat: the Ladder
...Są na TL momenty niebywałej urody, ale pałętają się po całej płycie, jakby czekając, aż ktoś je wszystkie powyławia i ułoży sobie z nich w głowie jakiś jeden utwór....
Autor: Piotr "Jazzcat" Pacyna (Yesomania / Taboo)
Dodane: 9 marca 2003.

Nautilus: The Ladder
...wreszcie słychać, że jest to ZESPÓŁ, a nie grupa starszych panów przypadkowo zebranych w studiu, aby wydusić jeszcze parę dolców z kieszeni starych fanów...
Autor: Szymon Tarkowski (Nautilus Web Zine)
Dodane: 15 kwietnia 2001.

Yes - tourbook z trasy The Ladder
Fotografie z kanadyjskiego tourbooka z trasy The Ladder (1999)
Dodane: 1 lipca 2000.

Wywiad z Chrisem Squire
Wywiad z Chrisem Squire - basistą Yes (z Tylko Rocka)
Autor: Wiesław Weiss (Tylko Rock 12/1999)
Dodane: 12 lutego 2000.

Tylko Rock: The Ladder
...The Ladder to płyta zdecydowanie piosenkowa. Oczywiście, piosenkowa jak na Yes, bo w ujęciu globalnym nowe kompozycje zespołu są nadal niezwykle wyrafinowane...
Autor: Grzegorz Czyż (Tylko Rock 12/1999)
Dodane: 12 lutego 2000.

The Ladder - opinie Yesomaniaków[Lista dyskusyjna Yesomanii]
Opinie uczestników listy dyskusyjnej Yesomania o płycie The Ladder
Dodane: 2 lutego 2000.

The Ladder - opinie[Lista dyskusyjna Yesomanii]
Opinie uczestników listy dyskusyjnej Yesomania o płycie The Ladder
Autor: Marek Jedliński (Yesomania)
Dodane: 2 lutego 2000.

The Ladder - opinie[Lista dyskusyjna Yesomanii]
Opinie uczestników listy dyskusyjnej Yesomania o płycie The Ladder
Autor: Witold Czuszyński (Yesomania)
Dodane: 2 lutego 2000.

Wywiad z Jonem Andersonem
Jon Anderson, wokalista Yes opowiada o płycie The Ladder, oraz o Yes w latach 90.
Dodane: 29 listopada 1999.

Robert: The Ladder
Autor: Robert Drózd
Dodane: 23 września 1999.

Do góry strony Poprzednia strona (c) 1998-2003 Yesomaniacy. Koordynator serwisu: Robert Drózd