From: Mariusz Niedziolko <mnied@POCZTA.ONET.PL> 29-11-99 16:59
Dziekuje wszystkim Wam , ktorzy wypowiedzieli sie na temat TFTO.
Zawsze mnie to ciekawilo. Bo jest to album, ktory odmienil moje
muzyczne gusty, ktory sprawil, ze Yes zostal moja ulubiona grupa.
Zastanawialo mnie zawsze to, dlaczego w tym momencie TA MUZYKA
do mnie dotarla. Magnetofon mialem od 1970 roku, ale bylem jeszcze
wtedy za mlody. Ale juz w 1972 roku "ocieralem sie" o ambitniejsza
muzyke. Nagrywalem rozne rzeczy z Minimaksu, Muzycznej Poczty
UKF. Powoli jednak nuzylem sie 3-akordowymi rockami Deep Purple,
Black Sabbath. W poszukiwaniu czegos bardziej doskonalego, natykalem
sie na rozne zespoly. Przed Yes znalem juz Pink Floyd i Genesis.
PK w Minimaksie zaprezentowal z wielka pompa Dark Side of The
Moon gdzies w polowie 1973. Pamietam, ze mowil, iz ma dwa egzemplarze
tej "niesamowitej" plyty. Jeden z nich zostawi zapieczetowany, az do chwili
kiedy bedzie mozliwe nadawac program 3 w stereo. Oczywiscie Dark Side
to byla plyta roku 1973. Ale nie dla mnie... Ciekawe, ze jest takze mozliwe,
ze w ktoryms momencie 1972 roku, natknalem sie na Yes w Minimaksie
i... po prostu nie nagralem. (To tylko przypuszczenia).
Co wiec stalo sie w styczniu 1974, ze opadla mi szczeka, kiedy uslyszalem
Yes? Dzis mysle, ze kazdy moze ma taki moment, kiedy uslyszy cos i...
cos mu powie: TO JEST TO. W przypadku Yes: piekne, monumentalne,
znakomity warsztat, klimat muzyczny, niesamowity glos, wspaniale teksty,
etc.
Jeslibym jednak mial dzisiaj doszukiwac sie JAK to sie stalo, z pewnoscia
musze zaznaczyc ze:
Minimaks trwal 30 minut. PK musial uzyc wypelniaczy. I to jakich!
W pierwszym tygodniu: zagral Mood for a Day + Wyjatki z 6 Zon Henryka VIII
(oba kawalki z Yessongs) + Revealling.
* Czyli najpierw wspanialy popis gitarzysty. Nie jakis tam rzepolacy z fuzem
i gryzacy gitare grajek, ale ktos kto z nieslychana technika daje polot
swojej fantazjii (i rozbudza moja).
** Potem Keyboardzista. Ludzie, ja czegos takiego w zyciu nie slyszalem!
To byly lata wczesnego gierka... Znalem juz pare nagran EL&P. Ale Emerson
byl troche za nuzacy (i jeszcze te glupawe przerywniki knajpowo-westernowe
na prawie kazdej plycie). Niech mi dzisiaj, z perspektywy cwiercwiecza, ktos
nie wmawia, ze to kompozycja (cytuje TR):"...w wykonaniu samego
kompozytora, bez pomocy zespolu, przez to dosc watla brzmieniowo, a w
dodatku zwienczona cokolwiek groteskowym rykiem syren policyjnych."
Ludzie to BYL ODLOT, nie glupie syreny. Uwierzcie mi!!!!! A zaraz potem
*** Pojawil sie, po tych calych fajerwerkach, i kiedy jeszcze ciarki nie
przestaly skakac po plecach, CALY ZESPOL YES. REVEALLING. Jak
niesamowity latajacy muzyczny czar! REWELACJA. Podnoszacy sie
nastroj, wspaniale solo Wakemana (ok 17 minuty) i nabozny final.
Jesli do tego dodam, ze w przeciwienstwie do wiekszosci z Was, ja
mialem CALY TYDZIEN, na sluchanie tych 30 minut, to zrozumiecie, ze
nie moglem sie nudzic. Wprost przeciwnie. Ja nie moglem doczekac sie
nastepnego czwartku! I tak przez caly miesiac. Oczekiwanie na kazda
nastepna porcje Tales bylo kontemplowaniem juz dotychczas nagranych
pozycji, ale towarzyszylo temu wielkie oczekiwanie na dalsze czesci.
Odwzajemnione. Bo czyz moglo byc inaczej. Spojrzcie tylko na "jadlospis":
2 tydzien: Roundabout (z Yessongs) + Remembering
3 tydzien: AYAI (z CTTE) + Ancient
4 tydzien: Siberian Khatrou (z CTTE) + Ritual.
To byl caly miesiac poznawania Yes. Dozowane akurat w miare rozszerzania
sie mojego muzycznego horyzontu. I NIE ZAPOMNIJCIE: TO BYLO
WSZYSTKO W WERSJI MONO!!!
Potem bylo poznawanie innych starszych plyt Yes, pozniej nowosci na biezaco,
pierwsze plyty, itd...
Ale ten miesiac bedzie zawsze dla mnie niezapomniany. Od tej pory moglem
sobie nawet poskakac przy DP, BS, disco. Moglem z zaciekawieniem
posluchac Shine on You Crazy Diamond, Baranka,....
... ALE FANEM BYLEM YES.
Mariusz
Gdynia, Pomorze